Ta książka jest wypadem w rejon między historią a politologią, w tę niedokładnie określoną strefę graniczną między nimi. Historyków zirytują moje usiłowania zdefiniowania terminów i zastosowania ich do wydarzeń historycznych, w czym nie mam specjalnego doświadczenia. Ufam jednak, że nie uznają tego za pseudonaukę, lecz za sposób na poczynienie wartościowych spostrzeżeń. Politolodzy będą się zżymać na moje opowieści, których nie opatruję precyzyjnymi wnioskami. Proszę wszakże pamiętać, że - jak kiedyś powiedział historyk Charles Gillespie - "historycy są lepsi niż ich teorie": uogólnienia nigdy nie umożliwiają takiego rozumienia ludzkich spraw, jakie daje narracja.