Bez stempla Piotra Kępińskiego. Przyznam, że dawno nie czytałem książki krytycznoliterackiej, która byłaby napisana z takim nerwem i zaangażowaniem. Kępiński nie tylko czyta wiersze - a czyni to wdzięcznie i inteligentnie. On je przeżywa: wyrusza z nimi w podróż, przymierza do własnych przeżyć i doświadczeń, odnajduje w nich klucze do wielu sytuacji, które wydawałyby się nie mieć z poezją nic wspólnego (mały bazar w Kuźnicy Białostockiej, amsterdamski kataryniarz wyciągający z kieszeni jakieś papiery). Interpretuje wiersze jakby oddychał - sam zresztą zwraca się ku tym poetom, którzy "piszą jakby oddychali", jak brzmi tytuł jednego ze szkiców. W efekcie otrzymujemy krytykę żywą i zawsze w ruchu, bo kolejne lektury nakładają się na kolejne fragmenty egzystencji, ta zaś nie daje się unieruchomić w żadnej formule, w żadnym zaklęciu. Ujmuje sposób, w jaki Piotr Kępiński już w punkcie wyjścia odrzuca wszelakie krytycznoliterackie kategoryzacje ("stemple") i nie ulega pokusom wielkich syntez czy programów. Lektura jego tekstów to doświadczenie wyjątkowości każdego autora i indywidualnego charakteru każdego wiersza. W tych błyskotliwie napisanych szkicach odnajdziemy nie tylko wyjaśnienie wiersza - choć to odnajdziemy również - lecz także zachętę do kolejnych lektur i odkrywania poezji po swojemu. A można wierzyć Kępińskiemu: jest co odkrywać, jest po co wracać do wierszy, które wydają nam się dobrze znane. Miłej lektury.