Ten dziennik podróży poślubnej po Australii budzi pogodną zazdrość. Zazdrość, bo dwojgu młodym ludziom udało się zrealizować marzenie i zobaczyć niezwykłą stronę świata w wieku, kiedy ma to jeszcze znaczenie i wpływ na całe życie. Pogodną, bo osiągnęli to własną pracą i śmiałością zamierzeń. Zapis przygody jest bezpretensjonalny i realistyczny. Nie epatuje emocjami czy poetyckimi opisami, o co byłoby łatwo w pierwszym kontakcie z australijską egzotyką. Byłem w wielu miejscach wspomnianych przez autorów i dzięki nim znalazłem się tam ponownie. Dziennik zostawia wiele miejsca wyobraźni i wspomnieniom.