Zajączkowska po mistrzowsku operuje powściągliwością, swoim bohaterom lirycznym pozostawia, zamiast rozczarowania, ironię, często sarkazm. Nasze dziedzictwo, dwieście tysięcy lat historii, niemalże autodestrukcyjnej groteski, jako naukowy wykład a priori wymieniać będzie artefakty i nasze „osiągnięcia” - krzemienie wbite w skronie, groty strzał w szyjach, szpady przebijające białe koszule, rozstrzelania, szubienice, czołgi. Zaiste, długa i ponura to lista inspirowana światłem czerwonym. Poetka potrafi jednak wytworzyć bezpieczny dystans, umarli, jeśli nie są daleko, są przynajmniej głęboko. Nieustannie przetwarza nas pamięć i materia. (...)