Świat zastygł jak kadr filmu zatrzymany pauzą na ekranie telewizora. Minuty mijają, nie wiem ile, a obraz nie zmienia się wcale. Słyszę swój oddech, który też dostosował się do rytmu i w zwolnionym tempie, bez pośpiechu, bez zadyszki przepływa przez moje ciało. Uszy rozkoszują się ciszą, której nie miały nigdy okazji doświadczyć, ciszą, która pozwala usłyszeć spadające ziarenko piasku wypuszczone przez mnie spod palców. Zakochuję się w tym widoku i cierpię, gdy pomyślę jak daleko jest on od domu. Wydaje się tak odległe, tak niedostępne, a jednak udało nam się do niego dotrzeć na własnych kołach. Wszelkie wcześniejsze trudy przeprawy przestały mieć znaczenie. Liczy się tylko to, że tu jesteśmy, że mogę podziwiać to miejsce, że dane było nam tu dotrzeć.