Abecadło Tadeusza Pióry składa się z tytułów osobliwych i fantazyjnych. Te niezwykłe, baśniowe słowa, jak "Afalia", "Balangir" czy "Zografu", przypominają wyrazy znane i znaczące, jakby poeta hochsztapler bawił się alfabetem, igrał z konwencją tworzenia arbitralnych słowników zamiast opowieści, czy kreowania zamkniętych projektów markujących pisanie z premedytacją i klarowną intencją. Okazuje się jednak, że są to nazwy własne, nazwy niezbyt uczęszczanych, prowincjonalnych miast albo imion, mówiących coś jedynie autorowi. Narzucony porządek alfabetu zamienia się w ekscentryczną mapę, która niewiele jednak mówi o realiach tych miejsc, nie staje się też choćby śladem, po którym moglibyśmy dopaść jej twórcę.