A czy zdarzyło się Państwu w słoneczny, niedzielny poranek iść starą, warszawską ulicą ? Niezbyt szeroką, z popękanymi płytami chodnikowymi i jezdnią wybrakowaną "kocimi łbami" ? Pootwierane okna, gdzieś gra radio. Z któregoś mieszkania dochodzą rozmowy, płacz dziecka. Ktoś nuci piosenkę. I zapachy - gotowanej kapusty, smażonej ryby lub kotleta. Przypomina się wtedy gotowana przez babcię zupa z zacierkami. Po chodnikach dzieciaki toczą fajerki na drucie. Starsi pędzą na hulajnogach własnej produkcji, w których zamiast kółek są hałasujące łożyska. Dziś nie ma już takiej Warszawy. (z okładki)